Cieszysz się, że to już koniec sezonu?
Szczerze mówiąc to tak, cieszę się, że to już koniec. Organizm po tak długim sezonie potrzebuje chwili odpoczynku.


Za Wami mecz z Gnieznem, to była bezpośrednia walka o czwarte miejsce i byłyście w nim widocznie lepsze od rywalek. Jesteś zadowolona z tego, jak wyglądałyście w tym spotkaniu?
Jestem bardzo zadowolona z tego jak przebiegł ten mecz. Pierwsza połowa była wyrównana, na początku zrobiłyśmy za dużo błędów. Potem wyglądało to zdecydowanie lepiej. Po prostu cieszyłyśmy się grą. Nawet trener na chwilę usiadł na ławkę, co podczas meczu mu się nie zdarza.


Jaki to był sezon dla Kobierek?
Był to długi, bardzo trudny i wymagający sezon. Jest nam przykro, że nie udało nam się zdobyć medalu. Dużo kontuzji, zmian… Kończymy ten sezon z ogromnym niedosytem i sportową złością, którą przekierujemy w ciężką pracę od pierwszego dnia okresu przygotowawczego.


Kiedy rozmawiałyśmy przed sezonem powiedziałaś mi, że wracasz do domu zdobyć złoty medal, a sezon te plany mocno zweryfikował. Jesteś rozczarowana tym czwartym miejscem?
Kiedy mierzysz w medal, czwarte miejsce jest najgorsze. Czy jestem rozczarowana? Tak, bo znam potencjał tej drużyny. Droga, którą przeszłyśmy w tym sezonie była momentami bardzo trudna. Jestem jednak dumna, że do końca walczyłyśmy mimo wszystkich przeciwności.


Sezon stał pod znakiem plagi kontuzji. Jak trudno było Wam w szatni i na treningach ciągle „kleić” grę na nowo, gdy z rotacji wypadały kolejne zawodniczki?
Piłka ręczna to piękny sport, ale jego ciemną stroną są kontuzje. W tym sezonie było ich dużo, przez co trener miał bardzo trudne zadanie, żeby to wszystko poukładać. Łatwo jest grać i wygrywać, gdy wszystko idzie z górki. Prawdziwy charakter drużyny poznaje się w kryzysie i my ten charakter pokazałyśmy.


Gdybyś miała wskazać jeden, najważniejszy moment tego sezonu, który zdefiniował Was jako drużynę w tym roku, co by to było?
Skłamałabym, gdybym wybrała jeden moment. Ten sezon to był rollercoaster i zdefiniowała nas suma małych rzeczy. To były te momenty w szatni, kiedy po porażce patrzyłyśmy sobie w oczy i wiedziałyśmy, że musimy dać z siebie więcej. To była każda chwila, w której potrafiłyśmy się zjednoczyć i wyjść z kryzysu silniejsze. Prawdziwy charakter drużyny poznaje się nie wtedy, gdy wszystko idzie z planem, ale gdy grunt osuwa się spod nóg. Nas zdefiniowało to, że ani razu się nie poddałyśmy i w każdym trudnym momencie stałyśmy obok siebie jako jedna wielka rodzina.


W ostatnim meczu przekroczyłaś barierę stu bramek. Czujesz, że końcówka sezonu należała do Ciebie?
Cieszę się, że udało mi się zdobyć sto bramek. Szczerze mówiąc wolałbym rzucić ich mniej, ale mieć na szyi medal. Na bramki pracuje cała drużyna, w końcu jest to sport zespołowy. Czy końcówka należała do mnie? Na pewno czułam dużą pewność siebie na boisku w podejmowaniu decyzji od momentu, gdy trener mi zaufał i dał więcej minut na parkiecie.

Otrzymałaś również tytuł „Power Kobierek” za maj. Czy czułaś na sobie presję i odpowiedzialność za rzuty i prowadzenie gry?
Wychodząc na parkiet nie myślałam o presji, tylko o tym, co mam do zrobienia. Bardzo pomogło mi zaufanie od dziewczyn i sztabu. Kedy czujesz, że drużyna wierzy w twoje decyzje, pewność siebie jest zdecydowanie większa. Każda nagroda indywidualna cieszy, bo pokazuje, że ciężka praca przynosi efekty.


Ten sezon to był dla Ciebie też debiut w europejskich pucharach. Jak wspominasz te rozgrywki? 
Europejskie puchary to niesamowita lekcja. Szybkość gry, sam fakt, jak sędziowie pozwalają na twardą grę w kontakcie, to było coś, czego nie da się doświadczyć na krajowych parkietach. Wychodzę z tych rozgrywek bogatsza o ogromne doświadczenie. Cieszę się, że mogłam zadebiutować na międzynarodowej arenie. To doświadczenie, którego nikt nam nie zabierze i które na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Uważasz, że mogłyście pokonać Hiszpanki i awansować do kolejnego etapu?
Hiszpanki grają niezwykle szybką i niewygodną piłkę ręczną, ale były absolutnie do pokonania. Na tym poziomie każda pomyłka kosztuje podwójnie. Wyciągamy z tego lekcję, bo ten dwumecz udowodnił nam, że możemy bez kompleksów rywalizować z takimi zespołami.


Jak trudna była dla Was zmiana trenera w trakcie sezonu? Dla Ciebie w zasadzie podwójna zmiana?
Każda zmiana niesie ze sobą nowe bodźce, ale też potrzebę czasu na zgranie i wzajemne zrozumienie. Od początku zaufałyśmy trenerowi Silvie. Trener przyszedł z jasną wizją, konkretnym planem i nową energią, której w tamtym momencie bardzo potrzebowałyśmy.


Jak współpracuje Ci się z trenerem Silvą?
Bardzo dobrze. Podoba mi się jego styl pracy, jest konkretny i wymagający. Często narzekamy, kiedy każe nam biegać i próbujemy negocjować, ale jest nieugięty. Doceniam to, jak potrafi zbalansować ciężką pracę na treningach z budowaniem dobrej atmosfery.


Aniu, wróciłaś do Kobierzyc po sześciu latach rozłąki. Jak bardzo zmienił się ten klub, organizacja i sama hala od czasu Twoich pierwszych występów?
To niesamowite uczucie, bo kiedy grałam tu sześć lat temu, byłam zupełnie inną zawodniczką, a Kobierzyce były zupełnie innym klubem. Najbardziej rzuca się w oczy profesjonalizacja każdego, nawet najmniejszego detalu. Hala tętni życiem dzięki naszym najwspanialszym kibicom, którzy są z nami na dobre i na złe, za co jesteśmy im bardzo wdzięczne.


W tym sezonie przekroczyłaś magiczną barierę 500 bramek w barwach Kobierek. Co czuje zawodniczka, wiedząc, że tak mocno zapisała się w historii klubu?
To uświadamia mi przede wszystkim, jak ten czas szybko leci. Pamiętam swój pierwszy mecz  w barwach Kobierek, a dzisiaj rozmawiamy o pięciuset bramkach. Jako sportowiec mam taką naturę, że rzadko oglądam się za siebie. Super, że zapisałam się w historii, to zostaje ze mną na zawsze, ale licznik bije dalej. Ten jubileusz traktuję po prostu jako fajny przystanek, a nie metę. Mam w sobie wciąż ten sam głód bramek i zwycięstw co na początku.

Czy kibice w Kobierzycach przyjęli Cię tak, jakbyś nigdy stąd nie wyjechała? Jak bardzo ich doping pomagał Wam w trudnych momentach tego sezonu?
Powrót tutaj to było jak powrót do domu. Kibice sprawili, że od pierwszego meczu poczułam się, jakbym nigdy stąd nie odeszła. A jeśli chodzi o ich doping w tym sezonie – to było nasze koło ratunkowe. Kiedy grałyśmy w okrojonym składzie, kiedy brakowało sił, a oddech stawał się ciężki, hala w Kobierzycach niosła nas na swoich barkach. Ich krzyk, bębny i ta niesamowita energia dawały nam sił. Nasi kibice są wyjątkowi, sezon pokazał, że tworzymy jedną wielką rodzinę


Po tak intensywnym sezonie i zdobyciu tylu bramek Twoje ciało na pewno potrzebuje regeneracji. Jak zamierzasz spędzić najbliższe tygodnie urlopu? Całkowity rozbrat z piłką ręczną czy jednak ciągnie wilka do lasu?
O piłce ręcznej przez najbliższe tygodnie nie chcę nawet słyszeć. Głowa i ciało domagają się totalnego odcięcia od ligowej rutyny. Z drugiej strony – absolutnie nie jestem typem człowieka, który potrafi przez dwa tygodnie leżeć plackiem na plaży. Wakacje spędzę bardzo aktywnie, ale w zupełnie innym wydaniu. Ruch to dla mnie najlepsza forma relaksu, ale teraz to ja będę decydować o tempie, bez żadnych gwizdków. Ciało będzie w ruchu, ale głowa odpocznie na sto procent.


Czego – po tym roku pełnym walki i setce na liczniku – życzyć Annie Mączce na kolejny sezon w barwach Kobierek?
Przede wszystkim zdrowia, bo jak jest zdrowie, to z całą resztą już sobie poradzę. A poza tym? Chyba po prostu tego, żeby ten licznik bramkowy w barwach Kobierek nie zwalniał tempa.