Informacje prasowe
Budapeszt, który inspiruje. Trenerka Energa Start Elbląg Magdalena Stanulewicz wróciła z jednego z najbardziej prestiżowych szkoleń w Europie
Kilka bardzo intensywnych dni, 25 trenerów z 15 krajów, setki rozmów i jedna myśl, która szczególnie zapadła w pamięć: „There is no right or wrong in handball”. Trenerka Energa Start Elbląg Magdalena Stanulewicz wróciła z Master Coach Course w Budapeszcie z nową wiedzą, cennymi międzynarodowymi kontaktami i świeżym spojrzeniem na pracę trenera.

To był czas pełen inspirujących spotkań i wymiany doświadczeń. W międzynarodowym gronie nie brakowało dyskusji o współczesnych trendach, wyzwaniach i różnych filozofiach pracy. Każdy dzień przynosił nowe pomysły, ale również utwierdzał w przekonaniu, że w sporcie nie istnieje jedno, uniwersalne rozwiązanie. Szczególną wartość miały rozmowy z trenerami reprezentującymi odmienne kultury i systemy szkolenia, które pozwoliły spojrzeć na własną pracę z innej perspektywy. Do Elbląga trenerka Energa Start wróciła z nową energią, inspiracjami i przekonaniem, że rozwój jest procesem, który nigdy się nie kończy.
O tym, czego nauczyła się od najlepszych szkoleniowców w Europie i jakie doświadczenia przywozi z Budapesztu, opowiada w rozmowie z nami.
Admin: Gdyby miała Trenerka opisać Master Coach Course jednym zdaniem, to jakie by ono było?
Magdalena Stanulewicz: Przez kilka intensywnych dni pracowaliśmy w gronie 25 trenerów z 15 różnych narodowości, co stworzyło niesamowitą przestrzeń do wymiany doświadczeń, poglądów i różnych perspektyw na coaching. To była ogromna dawka wiedzy, inspiracji i praktyki, która zostanie ze mną na długo.

Fot. European Handball Federation
A: Z jakim nastawieniem jechała Trenerka do Budapesztu, a z jakim wróciła?
MS: Jechałam do Budapesztu z dużą dawką ekscytacji, adrenaliny i takim zdrowym dreszczykiem emocji. Zastanawiałam się, co mnie tam czeka, jak będzie wyglądała praca z trenerami z różnych krajów i jak poradzę sobie z rozmowami oraz wykładami prowadzonymi w języku angielskim.
Wróciłam z ogromną satysfakcją i jeszcze większą pewnością siebie. Okazało się, że język nie był żadną barierą, a międzynarodowe środowisko stało się jedną z największych wartości tego kursu. Wróciłam bogatsza o nową wiedzę, inspirujące znajomości i przekonanie, że warto wychodzić ze swojej strefy komfortu.
A: Co okazało się największym zaskoczeniem podczas szkolenia?
MS: Największym zaskoczeniem była dla mnie otwartość uczestników na dzielenie się wiedzą i doświadczeniem. Każdy chętnie wnosił swoją perspektywę, ale równie uważnie słuchał innych i był ciekawy ich opinii. Bardzo ceniłam też to, że różne spojrzenia na tę samą sytuację nie były oceniane, lecz traktowane jako wartość. Ta atmosfera wzajemnego szacunku, ciekawości i wymiany doświadczeń sprawiła, że można było uczyć się nie tylko od prowadzących, ale od każdego uczestnika kursu.
A: Czy był jakiś trener lub prelegent, którego podejście szczególnie Trenerkę zainspirowało?
MS: Tak, zdecydowanie największą inspiracją był dla mnie Jesper Jensen. To nie tylko wybitny trener, ale przede wszystkim człowiek o niezwykle otwartym umyśle. Poprowadził jedne z najciekawszych zajęć podczas całego kursu, a ich warsztatowa forma sprawiła, że wszyscy byliśmy aktywnie zaangażowani.
Pracowaliśmy wspólnie nad tworzeniem jednostek treningowych, prowadziliśmy ich fragmenty, a następnie analizowaliśmy je i dyskutowaliśmy nad różnymi rozwiązaniami. To było niezwykle wartościowe doświadczenie, które pokazało, jak wiele można nauczyć się poprzez praktykę, współpracę i wymianę pomysłów.
A: Która z omawianych koncepcji lub tematów wywołała najwięcej dyskusji wśród uczestników?
MS: Najwięcej dyskusji wywołał temat gry 7:6. Zdania uczestników były podzielone, co tylko pokazało, jak złożone jest to zagadnienie. Z jednej strony w piłce ręcznej w każdej akcji dążymy do stworzenia przewagi liczebnej, więc naturalnie pojawia się pytanie: skoro przepisy dają możliwość rozpoczęcia akcji z przewagą, to dlaczego z niej nie korzystać?
Temat został omówiony bardzo szeroko – analizowaliśmy zarówno korzyści, jak i ryzyko związane z grą 7:6. Nie ma tu jednego, uniwersalnego rozwiązania. Wszystko zależy od zespołu, zawodników, sytuacji meczowej i filozofii trenera. To właśnie ta różnorodność argumentów sprawiła, że była to jedna z najbardziej angażujących dyskusji podczas całego kursu.

Fot. European Handball Federation
A: Jak wyglądały rozmowy kuluarowe z trenerami z innych krajów? O czym najczęściej rozmawialiście?
MS: Rozmowy kuluarowe były bardzo różnorodne i naturalnie wynikały z tego, że każdy z nas przyjechał z innego środowiska i doświadczeń. Najczęściej dzieliliśmy się wyzwaniami i problemami, z jakimi mierzymy się w swoich klubach czy federacjach, próbując spojrzeć na nie z innej perspektywy i znaleźć inspiracje do rozwiązań.
Dużo rozmawialiśmy również o szkoleniach organizowanych w naszych krajach, porównując podejścia i standardy pracy. Bardzo często schodziliśmy też na tematy praktyczne – ćwiczenia, struktury treningowe oraz filozofię prowadzenia zespołu. Te rozmowy były jedną z najcenniejszych części całego kursu, bo pozwalały zobaczyć, jak różnie można dojść do podobnych celów.
A: Czy podczas kursu usłyszała Trenerka radę lub zdanie, które szczególnie zapadło w pamięć?
MS: Tak, podczas kursu usłyszałam zdanie, które szczególnie zapadło mi w pamięć: „There is no right or wrong in handball”
To proste, ale bardzo mocne stwierdzenie świetnie oddaje złożoność naszej dyscypliny. W piłce ręcznej bardzo często nie ma jednego właściwego rozwiązania. Wiele zależy od kontekstu, zawodników czy sytuacji meczowej. Ta myśl mocno utrwaliła mi się jako przypomnienie, że warto być otwartym na różne perspektywy i nie zamykać się na jedno „jedynie słuszne” podejście.
A: Czy było coś, co podważyło lub zmieniło Pani dotychczasowe spojrzenie na trening albo prowadzenie zespołu?
MS: Nie było czegoś, co całkowicie podważyło moje dotychczasowe spojrzenie na trening czy prowadzenie zespołu. Kurs raczej je wzmocnił i uporządkował. Uświadomił mi jeszcze bardziej, że kluczowe jest konsekwentne działanie, ciężka praca oraz zaufanie do procesu, którym się podąża.
Jednocześnie zobaczyłam też wyraźnie, że w Europie praca na co dzień jest często bardziej intensywna i wymagająca niż u nas. Widać większą ciągłość, tempo i obciążenie treningowe.
A: Co najbardziej imponuje w pracy najlepszych europejskich szkoleniowców?
MS: Najbardziej imponuje mi u najlepszych europejskich szkoleniowców ciągłe poszukiwanie rozwiązań i nieustanny rozwój. To trenerzy, którzy nie zatrzymują się na tym, co już wiedzą, tylko stale analizują, testują i szukają nowych sposobów działania.
Bardzo widoczna jest też ich otwartość umysłu, zarówno na innych trenerów, jak i na różne metody pracy czy odmienne spojrzenia na te same sytuacje. Ta elastyczność i gotowość do uczenia się od innych sprawia, że ich praca jest tak skuteczna i inspirująca.
A: Czy to szkolenie zmieniło Pani spojrzenie na rolę trenera?
MS: Tak, to szkolenie dało mi szerszą perspektywę na rolę trenera. Uświadomiło mi jeszcze bardziej, że zawodniczki zawsze mają swoją szatnię, swój sposób przeżywania sukcesów i porażek, natomiast my jako trenerzy często zostajemy sami z odpowiedzialnością, analizą niepowodzeń i szukaniem kolejnych rozwiązań.
Jednocześnie okazało się, że nie jest to tylko moje indywidualne odczucie – podobnie mówi wielu trenerów, również tych prowadzących bardzo utytułowane reprezentacje. To doświadczenie pokazało mi, że mimo różnic w poziomie i doświadczeniu, wszyscy jesteśmy przede wszystkim ludźmi, którzy mierzą się z podobnymi emocjami i wyzwaniami w tej pracy.
A: Gdyby miała Trenerka wskazać trzy najważniejsze rzeczy, które zabiera z Budapesztu, co znalazłoby się na tej liście i dlaczego właśnie te?
MS: Po pierwsze zabieram ze sobą ogromne poczucie satysfakcji i dumy z tego, że zdecydowałam się na ten krok. Pomimo różnych barier i wyzwań udało mi się pojechać i reprezentować polską piłkę ręczną na międzynarodowym kursie, co jest dla mnie bardzo ważnym doświadczeniem.
Po drugie zabieram relacje i znajomości, które tam powstały. To kontakty z trenerami z różnych krajów, które są dla mnie niezwykle wartościowe i które z pewnością będę pielęgnować.
Po trzecie zabieram ze sobą przestrzeń do dalszego rozwoju – do szukania nowych rozwiązań, budowania swojego warsztatu, popełniania błędów i uczenia się na nich. Ten kurs jeszcze mocniej utwierdził mnie w tym, że rozwój to proces, który nigdy się nie kończy.

Fot. European Handball Federation
Budapeszt był dla Trenerki Magdaleny Stanulewicz nie tylko miejscem nauki, ale także potwierdzeniem, że w sporcie warto pozostawać otwartym na nowe idee i różne perspektywy. Międzynarodowe kontakty, wymiana doświadczeń i przekonanie, że rozwój nigdy się nie kończy, to kapitał, z którym trenerka wraca do Elbląga.
_________________________
*Sponsor tytularny klubu*
🔹 Energa SA Grupa ORLEN
Drużyna Energii * Miasto Elbląg *
Warmia i Mazury * EPEC * EPWiK * MOP83 * OPEGIEKA * Wojewódzki Szpital Zespolony w Elblągu * MR Diagnostic Elbląg * MOSiR * Cafelek * Oliwka * Restauracja Wiarus * RMG GYM * Avante * Belweder Caffe * Topolowa * Baltic Garden * Baltic Sun * KTRW Recycling * Klimat-el * Totalizator Sportowy * Lotto * Feniks * Sąsiedzi * AR Contact * Czas na Smak * Biuro Przewozowe EWA * Studio12 * Specjal – Grupa Żywiec * Klub Kibica Start Elbląg
🔹 Patron medialny: Truso Media Express Elblag 🔹 Patron techniczny: Toyota Knedler 🔹 Makesport Polska 🔹
🔹 Zrealizowano przy współudziale finansowym Samorządu Miasta Elbląg 🔹