Informacje prasowe
Herlander Silva: Nikt bardziej niż zawodniczki nie chce wyjść z obecnej sytuacji. Codziennie mówię im: „Uśmiech na twarzy i do pracy”. To jedyne, co możemy zrobić.
Z trenerem KPR-u Gminy Kobierzyce, Herlanderem Silvą, rozmawiamy o pierwszym miesiącu pracy z zespołem, ostatnich meczach, zbliżających się wyzwaniach i tym, co podoba mu się w Polsce.

Na początek chciałbym zapytać o poprzednie mecze. Jak możesz podsumować ich przebieg oraz ogólną postawę zespołu?
Uważam, że wszystkich meczach, które rozegraliśmy zespół prezentował się dobrze w pewnych momentach gry, ale we wszystkich czterech meczach mieliśmy też przestoje, które w dwóch z nich kosztowały nas ostatecznie zwycięstwo. Jednak jeśli spojrzymy na całokształt gry, na liczby i statystyki, to zmierzamy we właściwym kierunku. Zawodniczki przyzwyczajają się do nowej metodologii i do sposobu, w jaki chcemy podchodzić do każdego meczu – za każdym razem trochę inaczej. To wymaga czasu, aby wejść na właściwą ścieżkę. Mimo to jestem zadowolony z tych spotkań. Gdybym mógł „wymazać” 6–7 minut z każdego meczu, bylibyśmy dziś w zupełnie innej sytuacji.
Ostatni miesiąc to duże zmiany dla Ciebie i dla zespołu. Czy bilans dwóch zwycięstw i dwóch porażek to dobry wynik?
Nie, dobrym wynikiem byłyby cztery zwycięstwa. Na razie mamy dwa zwycięstwa i dwie porażki. Ale jeśli spojrzymy na postęp, jaki zrobiliśmy od pierwszego dnia mojego przyjazdu, jestem bardzo zadowolony z postawy zawodniczek i ich zaangażowania. Minął dopiero miesiąc, a mamy za sobą 29 treningów, 7 sesji na siłowni i 4 mecze. To bardzo dużo jak na jeden miesiąc. To było jak robienie okresu przygotowawczego w trakcie sezonu, z meczami co 3-4 dni, więc to naprawdę trudne. Teraz mieliśmy krótką przerwę ze względu na święta. Jedyną opcją, jaką mamy, jest praca, a dziewczyny dają z siebie wszystko. Trenują bardzo dużo i bardzo ciężko. Naprawdę wierzę, że ten proces przyniesie dobre efekty w kolejnych meczach. Generalnie to jest szaleństwo. Mamy mnóstwo spotkań: gramy sobota–środa–sobota–środa, cały czas z bardzo trudnymi rywalami, do tego podróże i europejskie puchary. To ogromne obciążenie, ale pracujemy nad tym, żeby być na to gotowym.
Moje kolejne pytanie miał dotyczyć właśnie stycznia. Przed Wami siedem meczów, w tym dwa w europejskich pucharach. Jakich wyników oczekujesz?
Siedem zwycięstw. Chcę siedmiu wygranych w siedmiu meczach. Ale doświadczenie mówi mi, że nie możemy patrzeć na siedem spotkań naraz. Musimy patrzeć na najbliższy mecz – sobotni, potem kolejny sobotni, potem środowy i tak dalej. Inaczej ryzykujemy, że skupimy się zbyt mocno na przyszłości, zamiast na tym, co jest przed nami.
Nasi styczniowi rywale będą bardzo silni, zarówno w lidze, jak i w europejskich rozgrywkach. Elche to drużyna z wieloma reprezentantkami, jedna z najbardziej doświadczonych ekip w Europie, dlatego znalazła się w pierwszym koszyku podczas losowania. To nasz trzeci sezon w europejskich rozgrywkach, oni mają ich prawie dwadzieścia. To zupełnie inny poziom doświadczenia, ale pierwszy mecz gramy u siebie. Ten dwumecz to 120 minut – 60 tutaj i 60 tam – i na końcu musimy wygrać różnicą jednej bramki. Taki jest cel, ale na razie o tym nie myślimy. Najpierw Gliwice, potem Piotrków, a dopiero później zaczniemy się przygotowywać do Elche. Jeszcze wcześniej mamy bardzo ważny mecz u siebie z Gnieznem, potem kolejne spotkania – z Lubinem u siebie, wyjazd do Hiszpanii, powrót i mecz z Lublinem. Gramy co trzy dni, z podróżami, ale będziemy gotowi. Oczywiście sport to sport – można wygrać albo przegrać – ale jestem pewien, że będziemy przygotowani. Sztab szkoleniowy przekazuje zawodniczkom informacje tylko o najbliższym meczu, choć my pracujemy już dwa spotkania do przodu, bo nie mamy czasu. Ten miesiąc był pod tym względem bardzo wymagający, ale właśnie dlatego tu jestem.

Jeśli chodzi o europejskie puchary, uważasz, że to dobrze grać pierwszy mecz u siebie, czy lepiej byłoby zaczynać na wyjeździe?
Trzeba po prostu zagrać, żeby wiedzieć cokolwiek. Jeśli zakładamy, że wygramy pierwszy mecz, to lepiej grać u siebie. Jeśli jednak mecz będzie zacięty, to wsparcie kibiców i własny parkiet mogą być przewagą, która pozwala rozstrzygnąć dwumecz. Najważniejsze jest, aby rozegrać dobry mecz u siebie. To zupełnie inna piłka ręczna niż w Polsce – szybsza, z grą na obrotowych, typowo hiszpańska, z bardzo dobrymi zawodniczkami. Jedną z nich znam bardzo dobrze, bo gra w reprezentacji Portugalii. Jesteśmy gotowi, ale szczerze mówiąc, w tej chwili moja głowa jest w 100% skupiona na Gliwicach.
Jakie było Twoje pierwsze wrażenie o drużynie i co zmieniło się po miesiącu pracy?
Uważam, że zespół ma ogromną jakość i potencjał, ale jakby były one zamknięte w szufladzie. Indywidualnie mamy bardzo dobry skład, wiele rozwiązań na różnych rywali, ale podejmowanie decyzji nie było na odpowiednim poziomie. Właśnie dlatego tu jestem. Dziewczyny adaptują się do nowego procesu, mamy dużo treningów, dużo wideo, dużo analizy. To nie jest dla nich łatwe. Dla mnie też nie było łatwo przyjść w środku sezonu, do zespołu zbudowanego przez poprzedniego trenera. Znałem zawodniczki tylko z nagrań, a to zupełnie co innego niż codzienna praca. Ten pierwszy miesiąc był bardzo trudny, bo musiałem radzić sobie również z wieloma sprawami poza boiskiem i przystosować się do nowej rzeczywistości. Ale myślę, że adaptuję się bardzo dobrze – uczę się polskich słów, poznaję kulturę, styl gry, sędziowanie. Grudzień to okres adaptacji dla mnie i dla zespołu. Jestem jednak bardzo zadowolony z zaangażowania drużyny. Nikt bardziej niż zawodniczki nie chce wyjść z obecnej sytuacji. Codziennie mówię im: „Uśmiech na twarzy i do pracy”. To jedyne, co możemy zrobić. Ciężka praca zawsze się opłaca.
Co przekonało Cię do objęcia stanowiska trenera w Kobierzycach?
Zawsze lubiłem duże wyzwania. I to nie tylko wyzwania sportowe, ale również osobiste. Jestem także trenerem reprezentacji narodowej, a to samo w sobie jest już ogromnym wyzwaniem. Potrzebowałem jednak czegoś więcej, ponieważ kocham piłkę ręczną i kocham ją analizować. Lubię być w nią zaangażowany na co dzień. Nie jestem jeszcze na tyle „stary”, żeby być wyłącznie trenerem kadry narodowej i zajmować się tylko tym. Potrzebuję codziennego wyzwania. Kobierzyce – to, co czuje się po przyjeździe tutaj – to mała miejscowość, która chce się rozwijać i przekraczać własne granice. Jest tu duża społeczność zaangażowana w klub, wiele ludzi, którzy żyją nim każdego dnia. I właśnie tego potrzebuje trener: pasji do gry i pasji do drużyny. Szczerze mówiąc, czuję się w tym klubie bardzo dobrze. Osoby pracujące w biurze doskonale rozumieją, jak bardzo jestem zaangażowany w pracę dla klubu, ile godzin spędzam tutaj, pracując dla zawodniczek. Dla mnie to ogromne wyzwanie, ale postrzegam je przede wszystkim jako szansę, by coś przekazać drużynie i coś jej dać. Kiedy odejdę z tego klubu, chciałbym, aby ludzie pamiętali mnie jako portugalskiego trenera, który przyjechał tutaj, był szalony na punkcie treningów, szalony na punkcie piłki ręcznej i zaprowadził nas gdzieś dalej. Szczerze mówiąc, moim celem jest zdobycie medalu, wygranie czegoś tutaj, ponieważ ten klub na to zasługuje.
Wierzysz, że w tym sezonie nadal możemy walczyć o medal?
Dopóki jest to matematycznie możliwe – będę w to wierzył. Gdybyśmy wygrali te dwa mecze, które przegraliśmy, bylibyśmy teraz na trzecim miejscu. Sezon jest długi. Wierzę w ciężką pracę. Może inne zespoły pracują równie dobrze, ale nikt nie pracuje więcej niż my. Ta miejscowość, gmina, kibice i sponsorzy zasługują na to, abyśmy do ostatniej sekundy ostatniego meczu zostawili na boisku krew, pot i łzy. I tak właśnie zrobimy.
Wspomniałeś o różnicach w stylu gry. Jakie są największe różnice między Polską a krajami, w których pracowałeś wcześniej?
Polska piłka ręczna jest znacznie bardziej fizyczna niż „standardowa” piłka ręczna. Jest dużo kontaktu, zwłaszcza z obrotową. Z zewnątrz ta liga może wyglądać jak normalna liga, ale kiedy zaczyna się analizować zespoły, widać, że wszystkie mają bardzo dużą jakość w składach. Każda drużyna ma 3–4 zawodniczki na bardzo wysokim poziomie. Wszystkie zespoły wiedzą, jak grać w piłkę ręczną, wiedzą, co robić, a zawodniczki są bardzo duże, ciężkie i silne. Nawet skrzydłowe w Polsce są postawne. Gra jest bardziej fizyczna, czasami mniej taktyczna, bo nie zawsze jest taka potrzeba: zawodniczka po prostu wyskakuje i rzuca bardzo mocno.
We wszystkich ligach, w których wcześniej pracowałem, były zespoły topowe i reszta. Tutaj lider może przegrać z ostatnią drużyną. Oczywiście każdemu zdarzają się słabsze mecze, ale jeśli spojrzymy na samą grę, są to bardzo wyrównane spotkania. Przegraliśmy u siebie z zespołem zajmującym drugie miejsce. W pewnym momencie prowadziliśmy pięcioma bramkami. Mogliśmy wygrać ten mecz, a w tamtym czasie byliśmy na piątym miejscu w tabeli. Z liderem jeszcze nie graliśmy, ale zmierzymy się z nim i na pewno nie będzie miał tutaj łatwego meczu – będzie musiał zagrać bardzo dobrze, żeby zdobyć punkty.
I to jest główna różnica, którą odczuwam: twardość gry oraz fakt, że wszystkie zespoły mają wysoką jakość. Tutaj nie da się „odpocząć” i mimo to wygrać meczu. Nie, to niemożliwe. I to jest bardzo dobre.
Gra jest bardzo fizyczna, ale czasami, kiedy gramy w europejskich pucharach, czasami jesteśmy zaskoczeni tym, że sędziowie pozwalają na jeszcze bardziej fizyczną i twardszą grę niż w Polsce.
Tak, ale musimy się do tego dostosować. To, co chcę powiedzieć, to fakt, że poza Polską gra jest twardsza, bardziej wymagająca fizycznie. Tam kontakt jest bardziej frontalny, natomiast w Polsce dopuszcza się wiele sytuacji kontaktowych z boku, często bez karania. Za granicą gra „na wprost” jest silniejsza, tutaj natomiast częściej pojawiają się kontakty z boku czy od tyłu i do tego musimy się dostosować. Tak już jest. Jeśli sędziowie przyjmują pewną linię sędziowania i trzymają się jej przez cały mecz, jednakowo dla obu drużyn, to jest to w porządku.
Jak oceniasz Polskę jako kraj i jej kulturę?
Pierwszy raz przyjechałem do Polski w 2003 roku. Od tamtego czasu, aż do 2023 roku, kiedy wróciłem tutaj na mistrzostwa świata, Polska rozwinęła się niesamowicie. Widać, że ludzie dostosowali się do XXI wieku, ale na szczęście wciąż bardzo cenią rodzinę i przyjaciół. To naprawdę wartościowa cecha kultury tego kraju. Dla mnie, jako Portugalczyka, było sporym zaskoczeniem, że sklepy były zamknięte przez trzy dni w czasie Bożego Narodzenia, ale uważam to za wspaniałe. Ludzie potrzebują być z rodziną, spędzać czas w domu, razem. To świadczy o tym, jak ważne są więzi i tradycje. Ja w pełni zaadaptowałem się do kultury Polski, do jej kuchni i do ludzi, i czuję się tutaj bardzo dobrze.
A pogoda?
To najtrudniejsza część, bo jest naprawdę bardzo zimno. Ale w hali sportowej zawsze jest ciepło, a ja i tak spędzam tam większość czasu, więc to prawie jak dom.
Wspieraj Kobierki z trybun – bilety na styczniowe mecze dostępne są już online. #GRAMYRAZEM
Więcej o nowym trenerze KPR-u Gminy Kobierzyce znajdziecie TUTAJ.