Informacje prasowe
Herlander Silva: Runda mistrzowska pokazała nam, że możemy grać znacznie lepiej
Z trenerem KPR-u Gminy Kobierzyce, Herlanderem Silvą, rozmawiamy o czwartym miejscu, wymagającym sezonie, nieprzewidywalnych sytuacjach i polskiej piłce ręcznej.

Czy czujesz ulgę, że to ten sezon się już skończył?
Nie nazwałbym tego ulgą, ale tak, potrzebuję przerwy. To był sezon wymagający fizycznie, ale głównie mentalnie. Cieszę się, że zakończyliśmy go wygraną i mogliśmy potem spotkać się z naszymi kibicami.
Czy czułeś dużą presję przed meczem z Gnieznem?
Szczerze mówiąc nie czułem presji. Chcieliśmy wygrać to spotkanie. Zawodniczki były tak skoncentrowane, a jednocześnie zrelaksowane przed tym meczem, że nawet pomimo złego startu, który mieliśmy, cały czas pozostawały spokojne. Trzymały się naszego planu na to starcie do końca, dlatego też ani przez chwilę nie miałem wątpliwości. Czułem się pewnie, to nie był stres.
Co działo się w Twojej głowie, kiedy stało się jasne, że wygracie ten mecz?
Wszystko przeszło mi przez myśl – od mojego przyjazdu tutaj, przez ten trudny okres, który przechodziliśmy jako drużyna, kontuzje, wirusy, wszystkie szalone sytuacje, które miały miejsce w tym sezonie. Byłem szczęśliwy, bo widziałem, że moje zawodniczki dobrze się bawią, są uśmiechnięte, cieszą się grą. Stworzyły wspaniałe widowisko dla kibiców. Ja po prostu w pewnym momencie usiadłem i cieszyłem się tym, co widzę. Można powiedzieć, że na ostatnie pięć minut wszedłem w rolę kibica i to było wspaniałe doświadczenie, żeby spojrzeć na to z tej strony.
W ostatnich minutach poprosiłeś o czas, aby zawodniczki odchodzące z Klubu mogły pożegnać się z kibicami.
Tak, ale najpierw skonsultowałem to z trenerem naszych rywalek. Nie lubię, kiedy ktoś bierze czas w samej końcówce spotkania, jeśli wygrywa dużą różnicą bramek. Powiedziałem Peterowi Kostce, że chcę wziąć czas, nie żeby dać zespołowi jakieś instrukcje, co zrozumiał i chcę mu za to podziękować. Dziewczyny zasłużyły na ten moment. Wiadomo, że czasami grały lepiej, czasami gorzej, mierzyły się z kontuzjami i innymi rzeczami, dlatego tym bardziej powinny mieć chwilę na to, żeby w taki sposób pożegnać się z kibicami. To było bardzo piękne i wzruszające.

Celem był oczywiście medal, ale nie udało się go zdobyć. Czy jesteś zadowolony z czwartego miejsca?
Kiedy zostałem trenerem KPR-u Gminy Kobierzyce nikt nie pytał mnie o medal. Zarząd poprosił mnie, żebym ulepszył tę drużynę. Jestem smutny, że kolejny medal nie zawiśnie w naszej hali. Nie byliśmy od tego wcale tak daleko. Mogę sobie łatwo przypomnieć trzy czy cztery mecze, które przegraliśmy jedną bramką. Gdybyśmy je wygrali, zupełnie zmieniłoby to sytuację. Takie jest życie, taki jest sport. Musimy patrzeć w przyszłość. Nie jestem zadowolony z czwartego miejsca. Runda mistrzowska pokazała nam, że możemy grać znacznie lepiej. Pewne podstawy pod przyszły sezon zostały już zrobione i mam nadzieję, że będzie on znacznie lepszy niż ten.
Jakie są Twoje pierwsze wnioski z tego sezonu?
Przede wszystkim to, że mnóstwo rzeczy musi być planowane z wyprzedzeniem i wszyscy muszą wiedzieć, co się dzieje. To było dla mnie dziwne, że w tym sezonie różne rzeczy działy się nie tak, jak to sobie zaplanowaliśmy i burzyły nam drużynową energię. To nie jest dobre, więc w przyszłym sezonie musimy mocniej wybiegać w przyszłość, przewidywać nieprzewidywalne, a przede wszystkim pracować na to, żeby nie dać się zaskakiwać.
Czy można było zrobić coś lepiej?
Mnóstwo rzeczy, dlatego mimo że sezon dopiero się skończył, my już szykujemy się do kolejnego. Jestem pewny, że w kolejnym sezonie także popełnimy błędy, ale te przygotowania mają właśnie zredukować liczbę rzeczy, które zostaną zrobione niewystarczająco dobrze. Na koniec dnia nasze zawodniczki muszą mieć wszystko gotowe i być gotowymi do pracy. To nasze zadanie, żeby zapewnić im jak najlepsze warunki do tego.
Jaki to był sezon dla drużyny Kobierek?
Bardzo trudny. Przyzwyczailiśmy się, że jesteśmy na podium, że w końcówkach meczów dopisuje nam szczęście. Przez ostatnie lata świętowaliśmy medale. Ten sezon postawił nas w położeniu, które było dla nas nowe. Drużynie trudno było to przezwyciężyć, zaakceptować to i dalej przeć do przodu.
Jaki to był sezon dla Herlandera Silvy?
Dla mnie osobiście to był dobry sezon. Poznałem nową kulturę, środowisko, drużynę. To zmusiło mnie do tego, żeby dać z siebie jeszcze więcej. To trudne doświadczenie być z dala od swojego kraju, zwłaszcza rodziny. To ogromne wyzwanie. Jestem jednak zadowolony, bo widziałem rozwój drużyny, wzloty i upadki, a te momentami były naprawdę bolesne. To zmusiło nas do tego, że szukać przyczyn, wymuszać na sobie wspólny rozwój. Jeśli więc spojrzę na to wszystko z dystansu, to dla mnie, jako trenera, był to dobry sezon – nie tylko jako trenera KPR Gminy Kobierzyce, ale także jako szkoleniowca reprezentacji Litwy.
Który mecz chciałbyś wymazać z pamięci?
To bardzo trudne pytanie. Musimy pamiętać o każdym z nich, bo każdy to osobna historia. Nie tylko sama gra, ale i tydzień treningów i przygotowań. Jeśli miałbym jednak koniecznie wybrać jeden to byłoby to rewanżowe starcie z Elche w Pucharze Europy EHF. Mnóstwo rzeczy się wtedy wydarzyło, nie mieliśmy zawodniczek, żeby walczyć pełne sześćdziesiąt minut. Mieliśmy sporo indywidualnych problemów, wirusy, kontuzje. Świetnie ten mecz zaczęliśmy i wygrywaliśmy, ale nie mogliśmy utrzymać swojego tempa przez całe spotkanie.
Które spotkanie chciałbyś rozegrać ponownie?
Domowy mecz z Elche.

Głównym problemem zespołu w tym roku były w dużej mierze kontuzje – co je spowodowało?
To w większości były urazy, którym nie mogliśmy zapobiec. Nie można kontrolować tego, że zawodniczka wyskakuje i spada na czyjąś stopę bądź łamie rękę, uderzając w piłkę. To wyglądało tak, jakbyśmy co tydzień mieli nowy uraz i musieli znaleźć sposób, żeby sobie z tym poradzić. Czasami zdarzało się, że ktoś łapał jakiegoś wirusa, a zaraz po nim kilka kolejnych osób. To było niezłe wyzwanie.
Czy jest ktoś, kogo chciałbyś szczególnie wyróżnić lub pochwalić po tym sezonie?
Tak, moją żonę. Mimo dystansu jaki nas dzieli, jest moim ogromnym wsparciem. Oczywiście zajmuje się naszym synem, jest jednocześnie mamą i tatą, musi być dla niego obecna, dbać o wszystkie logistyczne sprawy. To naprawdę niezwykła osoba i ważna dla mnie. Gdyby nie jej poświęcenie, nie mógłbym być tutaj, gdzie jestem. Spełniam swoje marzenia dlatego, że ona dba o nasz dom, dlatego chciałabym powiedzieć: dziękuję, Susana!
Mam pewne informacje zza kulis i wiem, że w tym sezonie było wiele nieprzewidzianych sytuacji. Czy któraś z nich szczególnie zapadła Ci w pamięć?
W tym sezonie naprawdę stało się wszystko. Jednego razu obudziłem się i moje auto zniknęło. Okazało się, że zabrała je policja. Kiedyś zawodniczki zatrzasnęły się w windzie, innym razem wirus spowodował, że większość drużyny nie mogła trenować. Część wróciła lżejsza o np. o pięć kilogramów i musiały wrócić do zdrowia. Nawet podczas integracji jedna z zawodniczek rozcięła sobie wargę i musiała mieć zakładane szwy. Naprawdę nie przesadzam, kiedy mówię, że to był szalony sezon.
Czy jest coś, co zaskoczyło Cię w ciągu ostatnich sześciu miesięcy bycia trenerem w Kobierzycach?
Tak, wsparcie kibiców, całej gminy i wszystkich, którzy są dookoła klubu. To jest niesamowite. Nie tylko w dobrych momentach, ale zwłaszcza tych złych, byli z nami. Zawsze dopingowali, starali się pomóc i sprawiali, że chcieliśmy być lepsi. To jest wspaniałe dla kogoś po drugiej stronie. Większość osób nie wie, ile pracy wkładamy w codzienność, widzą jedynie to, jak prezentujemy się w weekendy podczas meczów. Część kibiców odwiedza nas na treningach i widzi, ile poświęceń one wymagają.
Jaka jest Twoja opinia o polskiej lidze po ponad pół roku pracy tutaj?
Postrzegam polską ligę jako naprawdę ciekawą. Jeśli spojrzymy na ostatnie pięć lat, zobaczymy ogromny rozwój i podniesienie poziomu. Nawet drużyny z dolnej części tabeli mają w składach bardzo dobre zawodniczki, które znają się na piłce ręcznej, mają doświadczenie, są szybkie i dobrze zbudowane. Liga ma wszystko to, czego potrzeba, żeby się dalej rozwijać. Także zagraniczne zawodniczki to widzą i chcą tutaj grać, a to tylko podnosi poziom rywalizacji. To dobre dla polskiego szczypiorniaka.

Mieszkasz w Polsce już od ponad pół roku. Jak Ci się tutaj podoba?
Oczywiście teraz, z powodu pogody, podoba mi się znacznie bardziej niż w styczniu. Polska to bardzo dobry kraj do życia, czysty, zorganizowany. Ludzie mają tutaj do siebie wzajemnie dużo szacunku i to ważne. Kultura nie jest zbyt odmienna od tej portugalskiej, opiera się właśnie na szacunku, rodzinie, wartościach. Łatwo było mi się zaadaptować. Najtrudniejszy jest język, ale staram się go uczyć.
Przed nami krótka przerwa, ale jestem pewna, że czerwiec i tak spędzisz z piłką ręczną. Jak Herlander Silva zamierza spędzić urlop?
Mój urlop będzie bardzo krótki. Może uda mi się uzbierać dwa tygodnie wakacji, kiedy to laptop będzie zamknięty i zostawię telefon w domu. Muszę odpocząć, spędzić czas z rodziną i znajomymi. Planuję spędzić jak najwięcej czasu na plaży, surfingu i wędrówkach. Muszę zresetować głowę, bo kolejny sezon będzie niezwykle wymagający.
