Rumuński kierunek

Trener Horatiu Pasca objął funkcję szkoleniowca KRASOŃ MKS Piotrcovii przed startem sezonu 2024/2025 ORLEN Superligi Kobiet. Jego wybór nie był przypadkowy – prowadził wcześniej zespół rumuńskiej ekstraklasy CS Gloria 2018 Bistrița, a także miał w swoim CV pracę jako drugi trener żeńskiej reprezentacji tego kraju. 

Pierwszy sezon pod jego wodzą zawodniczki KRASOŃ MKS-u Piotrcovii zakończyły na szóstym miejscu, choć zdobyły tyle samo punktów co piąty MKS URBIS Gniezno. Istotną zmianą przed rozpoczęciem kolejnych rozgrywek było dołączenie do sztabu Ștefana Ciuntu – trenera przygotowania motorycznego, a w przeszłości utytułowanego rumuńskiego rugbisty.

–  Myślę, że bardzo dużą rolę odgrywa nie tylko trener Horatiu Pasca, który jest naszym pierwszym trenerem, ale też nasz trener motoryczny Ștefan Ciuntu. Wykonuje on ogromną pracę. Uważam, że gdyby nie jego przygotowanie i bardzo wymagające treningi, nie wyglądałybyśmy teraz tak dobrze. Czasem narzekamy na niego, ale zaufałyśmy mu, bo wiemy, że to przyniesie efekt. Dlatego jego wkład jest dla mnie bardzo ważny. Horatiu odpowiada głównie za taktykę, natomiast przygotowanie motoryczne to zasługa Stefana. Dobrze, że tworzą duet, bo przez ponad dziesięć lat gry w ORLEN Superlidze Kobiet nie spotkałam jeszcze takich trenerów – podkreśliła Romana Roszak, rozgrywająca KRASOŃ MKS Piotrcovii.

Pierwsza niespodzianka

Przed startem sezonu 2025/2026 nie brakowało zmian w zespole z Piotrkowa Trybunalskiego. Klub opuściły Joanna Waga, Aušra Arciševskaja, Silvie Polaskova, Karolina Mokrzka, Oliwia Suliga oraz Matylda Mielewczyk, natomiast w ich miejsce pozyskano Marcelinę Polańską, Natalię Pankowską, Edytę Byzdrę, Antoninę Cieślak, Paulinę Masną oraz Gabrielę Haric. Ważną informacją było również to, że w zespole udało się zatrzymać takie zawodniczki jak Karolina Sarnecka, Romana Roszak czy Lucyna Sobecka, która otrzymała nagrodę Gladiatora dla najlepszej środkowej rozgrywającej poprzednich rozgrywek.

Już w trakcie letnich przygotowań zespół osiągał obiecujące rezultaty, jednak prawdziwa weryfikacja przyszła na początku sezonu ORLEN Superligi Kobiet. Początek rozgrywek był udany – zespół pokonał Galiczankę Lwów oraz Enea MKS Gniezno, a jedynej porażki doznał w starciu z KGHM MKS-em Zagłębiem Lubin.

Nikt nie spodziewał się wówczas, że dwa tygodnie później KRASOŃ MKS Piotrcovia pokona PGE MKS El-Volt Lublin i to różnicą aż dziewięciu bramek.

– Już w sierpniu, podczas turniejów, widziałyśmy, że jesteśmy w stanie rywalizować z takimi zespołami. W jednym ze sparingów z Lublinem zabrakło nam niewiele do zwycięstwa. To dało nam sygnał, że możemy być mocne w tym sezonie. Potem przyszły pierwsze mecze ligowe – wygrałyśmy z Gnieznem, z którym wcześniej miałyśmy problemy. To nas napędziło, podobnie jak wsparcie kibiców. Pamiętam dzień przed meczem z Lublinem – powiedziałyśmy sobie w szatni, że możemy wygrać. I tak się stało, i to bardzo zdecydowanie. Od początku wierzyłyśmy w swoje możliwości. Oczywiście zdarzały się też potknięcia, ale taka jest ORLEN Superliga Kobiet – tutaj wszystko może się wydarzyć – dodała Romana Roszak.

Doświadczenie, które procentuje

KRASOŃ MKS Piotrcovia nie zamierzała poprzestać na dotychczasowych wynikach i przez pewien czas pełniła rolę wicelidera ORLEN Superligi Kobiet. Rezultat zespołu z Piotrkowa Trybunalskiego nie powinien być jednak zaskoczeniem. Choć w poprzednich sezonach drużyna nie zdobywała medali, jej zawodniczki mają duże doświadczenie zdobyte w klubach z Lubina, Lublina, czy Kobierzyc. W pierwszym z nich występowały Natalia Pankowska i Patrycja Noga, natomiast barwy PGE MKS El-Volt Lublin – oprócz tej drugiej – reprezentowały również Karolina Sarnecka, Romana Roszak, Joanna Gadzina, Patrycja Królikowska, Edyta Byzdra oraz Paulina Masna. Do Piotrkowa Trybunalskiego z KPR-u Gminy Kobierzyce trafiły z kolei Oliwia Domagalska oraz Marcelina Polańska. Nie brakowało więc opinii, że zespół tworzą zawodniczki „niechciane” w poprzednich klubach, co nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości.

– Czytałam też komentarze, że jesteśmy „niechciane” i teraz coś mamy do udowodnienia. Nie do końca się z tym zgadzam. W moim przypadku to była świadoma decyzja – nie chciałam już zostawać w Lublinie, bo to nie jest łatwy klub. W Piotrkowie grałam już wcześniej, sześć–siedem lat temu, i bardzo dobrze wspominałam ten czas. Wiedziałam też, że przyjdzie nowy, zagraniczny trener, co dodatkowo mnie przekonało. Wydaje mi się, że jesteśmy drużyną młodą, ale z domieszką doświadczenia. To nas buduje – mamy chęć do pracy i rozwoju. Nasz skład jest dość młody, ale już ograny, co daje nam przewagę. Niektóre z nas w poprzednich klubach odgrywały ważne role, inne mniej, więc być może dla części z nas to sezon, w którym chciałyśmy pokazać swoją wartość – zaznaczyła Romana Roszak. 

Krok po kroku

Podopieczne Horatiu Pascy pierwszą część rundy zasadniczej zakończyły z bilansem dziewięciu zwycięstw i jednej porażki. W drugiej części tej fazy rozgrywek zawodniczki KRASOŃ MKS-u Piotrcovii nie były już tak skuteczne, jednak nadal utrzymywały się bezpiecznie na podium ORLEN Superligi Kobiet.

Pod względem zdobytych bramek liderką zespołu niezmiennie pozostawała Romana Roszak, jednak cenne trafienia notowały również m.in. Joanna Gadzina, Oliwia Domagalska, Patrycja Noga czy Marcelina Polańska. Zawodniczki z Piotrkowa Trybunalskiego bardzo dobrze radziły sobie także w defensywie, co miało przełożenie na wysoką dyspozycję Karoliny Sarneckiej, która ponownie należała do grona najlepszych bramkarek ORLEN Superligi Kobiet.

Indywidualne występy zaowocowały również powołaniami do seniorskiej reprezentacji Polski prowadzonej przez Arne Senstada. Debiut w biało-czerwonych barwach zanotowały Oliwia Domagalska i Marcelina Polańska, a w gronie zawodniczek wybranych przez norweskiego trenera znalazły się również Natalia Pankowska, Patrycja Noga oraz Joanna Gadzina.

– W naszym zespole nie ma jednej liderki. Myślę, że tworzymy kolektyw, który pracuje na to, by osiągnąć sukces. Chociaż można byłoby wymienić wiodące zawodniczki w danym spotkaniu, to tak naprawdę cały zespół pracuje na ich wynik – tłumaczy Karolina Sarnecka, która jest drugą najlepszą zawodniczką rozgrywek pod względem liczby skutecznych interwencji. 

Na tej pozycji widoczna jest również współpraca, podobnie jak w innych formacjach, w których bardziej doświadczona zawodniczka występuje na tej samej pozycji z młodszą. Karolina Sarnecka tworzy duet bramkarek z Antoniną Cieślak, która znajduje się w kręgu zainteresowań młodzieżowej reprezentacji Polski.

–  Tosia słucha tego, co mówię na treningach, uczy się i chce z każdym dniem oraz każdym meczem być lepszą zawodniczką. Chce również udowodnić, że gdy tylko dostanie szansę wejścia na boisko, pokaże, na co ją stać. I myślę, że właśnie to pokazuje. To dziewczyna z dużą pokorą i uśmiechem, która z pełnym zaangażowaniem podchodzi do wszystkiego. Moim zdaniem w przyszłości będzie bardzo dobrą zawodniczką i wiele klubów będzie o nią rywalizować – dodała Karolina Sarnecka. 

Mecz, który zostanie zapamiętany na długo 

Niestety, podczas jednego z treningów na siłowni doszło do bardzo niebezpiecznego zdarzenia z udziałem Lucyny Sobeckiej, która zasłabła i trafiła na oddział intensywnej terapii.

– Na siłowni zatrzymało się moje serce. Wykryto rzadką wadę, która powoduje groźne arytmie i tym samym niebezpieczeństwo zatrzymania akcji serca. Teraz już mam wszczepione specjalne urządzenie, które w takiej sytuacji samoczynnie pobudzi serce do pracy. Z tym już będę musiała żyć, bo taka sytuacja może się jeszcze kiedyś powtórzyć, ale może też już nigdy nie nastąpić – wyjaśniła w wywiadzie dla oficjalnej strony klubowej Lucyna Sobecka, rozgrywająca KRASOŃ MKS-u Piotrcovii. 

Na szczęście stan zawodniczki uległ poprawie i mogła ona opuścić szpital. Trener Horatiu Pasca oraz zawodniczki KRASOŃ MKS-u Piotrcovii wspólnie podjęli decyzję, by zagrać w meczu z KGHM MKS-em Zagłębiem Lubin, choć możliwość przełożenia tego spotkania wydawała się naturalna.

Nikt nie spodziewał się, że trzeci zespół obecnych rozgrywek pokona aktualne mistrzynie Polski różnicą aż siedmiu bramek. Emocje puściły po ostatnim gwizdku, a radość na twarzach zawodniczek KRASOŃ MKS-u Piotrcovii przeplatała się ze łzami.

 – To był bardzo specyficzny mecz. Czułyśmy, że gramy nie tylko dla siebie. Wierzyłyśmy, że Lucyna jest z nami i nas wspiera. Można powiedzieć, że miałyśmy „ósmego zawodnika”. Niezależnie od tego, kto w to wierzy, a kto nie – dla nas to było bardzo ważne i dało nam dodatkową siłę – zaznaczyła Romana Roszak. 

Wyczekiwany medal 

KRASOŃ MKS Piotrcovia zapewniła sobie brązowy medal w wyjazdowym meczu z KPR-em Gminy Kobierzyce. To wyjątkowy – dziesiąty medal mistrzostw Polski w historii klubu z Piotrkowa Trybunalskiego i pierwszy od sezonu 2008/2009, gdy na najniższym stopniu podium stanął zespół, w którego składzie znajdowały się m.in. Beata Kowalczyk oraz Kinga Polenz (obecnie Grzyb). Największym sukcesem klubu pozostaje zdobycie mistrzostwa Polski w 1993 roku, a także wywalczenie srebrnych medali w latach 1994, 1998, 2003 i 2007. Brązowe medale zespół zdobywał natomiast w latach 1989, 1992, 1995 oraz 2009.

Brązowy medal ORLEN Superligi Kobiet nie musi być ostatnim sukcesem KRASOŃ MKS-u Piotrcovii w sezonie 2025/2026, ponieważ zespół zapewnił sobie również udział w turnieju Final Four Pucharu Polski. Los sprawił, że już na etapie półfinałów zmierzą się ze sobą zawodniczki KGHM MKS-u Zagłębia Lubin oraz PGE MKS-u El-Volt Lublin. W drugim z nich dojdzie do rywalizacji zawodniczek z Piotrkowa Trybunalskiego i Elbląga. Nie można zatem wykluczyć niespodzianki, bo jeśli udało się sprawić niespodziankę w lidze, dlaczego tego nie powtórzyć w rozgrywkach pucharowych. 

Puchar Polski rządzi się swoimi prawami. W żadnym wypadku nie podchodzimy do tego w ten sposób, że trafiłyśmy na Energa Start Elbląg i to najlepsze, co mogło nam się przydarzyć. To tylko jeden mecz, a jego zwycięzca awansuje do finału. Przed nami jeszcze rywalizacja w ORLEN Superlidze Kobiet, a potem skupimy się na turnieju Final Four. Podejdziemy do niego tak, jakbyśmy rywalizowały z mistrzem Polski – musimy zagrać na 100%, jeśli nie na 120%, aby wejść do finału – podkreśliła Karolina Sarnecka.