-Mamy dziś kolejne trzy punkty, ale nie tylko one są istotne. W kobiecym sporcie jest ważne jest po prostu wszystko: oprócz wyników, podbudowanie mentalne i poczucie zespołowości. Zawodniczki są ambitne, chcą być najlepsze i dążą do tego, by wszystko działało jak w szwajcarskim zegarku. Myślę, że po dzisiejszym spotkaniu nikt już na pewno nam nie zarzuci, że znaleźliśmy się w pierwszej szóstce przypadkowo. Jesteśmy w niej w pełni zasłużenie. Teraz możemy się tylko cieszyć i obiecujemy, że dalej będziemy starali się budować zgrany zespół, który budujemy od samego początku – mówił Dmytro Hrebeniuk, trener Piłki Ręcznej Koszalin. 

„Biało-zielone” nie musiały walczyć w Gnieźnie do upadłego, wszak ich miejsce w „top 6” to już pewnik. Do końca II rundy mogą grać na większym luzie, ze spokojną głową… i być może właśnie te okoliczności wpłynęły na znakomity początek Koszalinianek podczas rywalizacji w gnieźnieńskiej hali. Już po czterech minutach zawodniczki trenera Hrebeniuka prowadziły 4:0. Na gospodyniach ciążyła nieco większa presja. Wiedzą, że muszą zdobywać punkty z niżej notowanymi zespołami jeśli poważnie myślą o miejscu medalowym na koniec sezonu. „Pszczółki” są obecnie czwarte w tabeli z dorobkiem 27 punktów na koncie i gonią trzecią Krasoń MKS Piotrcovię, która ma ich 31. Tym razem pieszczotliwie zwane „Pszczółkami” szczypiornistki z Gniezna miały jednak spory problem z „użądleniem” rywalek. Największą przeszkodą okazała się Mai Gomaa, która „zamurowała” koszalińską bramkę. – To wygląda okropnie, to wygląda tak jakbyśmy nie chcieli wygrać – grzmiał trener Peter Kostka, gdy nie mogąc dłużej patrzeć na niemoc swoich podopiecznych, zaprosił je na krótką rozmowę przy ławce. Po powrocie na parkiet wiele się nie zmieniło. Co prawda, miejscowym udało się wreszcie zdobyć pierwszą bramkę (6. min – 1:5), ale przewaga przyjezdnych rosła (14. min – 10:4). Koszalinianki nie były jednak nieomylne. W ich poczynania na boisku wkradły się nerwy i zaczęły popełniać błędy, które sporo kosztowały. Gospodynie korzystały, goniły i na 5 minut przed przerwą po solidnej przewadze nie było prawie śladu (12:14). Do przerwy gnieźnieński MKS przegrywał 15:17, a po zmianie stron boiska, wiedząc, że nie ma na co czekać kontynuował nadrabianie zaległości. W 33. minucie był remis 17:17 i wszystko zaczęło się „od początku”. Niemal dosłownie, bo powtórzył się scenariusz z pierwszych chwil spotkania. Gnieźnieńska ekipa stwarzała sobie sytuacje rzutowe, jednak solidnym filarem koszalińskiego zespołu, który nie pozwalał na ich owocne wykończenie, pozostawała Mai Gomaa. 11 minut nieskutecznych prób miało odzwierciedlenie na tablicy wyników. „Biało-zielone” odzyskały bezpieczną przerwagę (51. min – 20:26) i po raz kolejny w tym sezonie potwierdziły, że są w stanie pokonywać wyżej notowanych rywali – Wiemy jak ważna jest pozycja bramkarki w drużynie. Dlatego staram się robić co w mojej mocy dla zespołu. Niemniej, pamiętajmy też o istotnej roli naszej obrony, która dziś wspierała mnie znakomicie. Bardzo doceniam wkład mojego zespołu w grę, właściwie prowadziliśmy od samego początku ten mecz i bardzo cieszymy się ze zwycięstwa. Oczywiście wyrazy szacunku za postawę należą się również drużynie z Gniezna, która walczyła do samego końca – podkreśliła Mai Gomaa, bramkarka Piłki Ręcznej Koszalin.

Skład i bramki Piłki Ręcznej Koszalin: Mai Gomaa – Karina Bayrak, Patrycja Jura 1, Ivana Arsenievska 1, Hanna Rycharska 5, Beata Naumczyk, Nicola Żmijewska, Jagoda Lasek 3, Sara Kovarova 7, Jelena Knezevic 12, Oleksandra Furmanets 2, Elif Aydin.

Skład i bramki Enea MKS Gniezno: Aleksandra Hypka, Natalia Krupa – Lauani Rocha 1, Zofia Bartkowiak, Nikola Szczepanik, Oliwia Kuriata 1, Katarzyna Cygan 14, Nusa Fegic 1, Nikola Głębocka , Żaneta Lipok 3, Malwina Hartman 3, Monika Łęgowska 3.