Informacje prasowe
Industria Kielce mistrzem Polski!
Na takim moment Hala Legionów czekała trzy lata! Industria Kielce po trzyletniej przerwie została mistrzem Polski! Dla klubu to 21. taki tytuł w historii.

Na takim moment Hala Legionów czekała trzy lata! Industria Kielce po trzyletniej przerwie została mistrzem Polski! Dla klubu to 21. taki tytuł w historii.
Industria Kielce do drugiego finałowego meczu przystąpiła z bagażem zwycięstwa w pierwszym finałowym spotkaniu przed tygodniem w Płocku. Na takie spotkanie kieleccy kibice czekali od 2023 roku. I zobaczyli świetną grę swoich ulubieńców, którzy od pierwszego do ostatniego gwizdka prowadzili w tym meczu. Zawodnicy trenera Krzysztofa Lijewskiego byli w tym dwumeczu zdecydowanie lepsi – grali szybciej, dynamiczniej, z większą intensywnością, polotem i skutecznością po obu stronach boiska.
Już w 54. minucie kibice w Hali Legionów wiedzieli, że Industria zostanie po raz 21. w swojej historii mistrzem Polski. Adam Morawski dość łatwo obronił rzut Zarabeca, Mitja Janc otrzymał dwuminutową karę za faul na Piotrze Jędraszczyku. Kielczanie prowadzili wtedy 34:25 i była to najwyższa różnica bramkowa w meczu. A w bramce Klemen Ferlin obronił czwarty (!) rzut karny tego dnia – tym razem wykonywany przez Michała Daszka. I wtedy kibice mogli już śpiewać “Mistrzem Polski jest ukochana ma”! Dziesiątą bramkę przewagi zdobył Dylan Nahi Eksplodowała z radości też ławka rezerwowych, a ukarani czerwoną kartką graczę tańczyli z radości.
Ostatecznie Industria Kielce wygrała 36:27 (18:14).
Od prowadzenia 3:1 i trzech goli Piotra Jarosiewicza (dewa z karnych i jednego z dobitki po “siódemce”) rozpoczęli drugi niedzielny finałowy mecz play-offów ORLEN Superligi zawodnicy Industrii Kielce. A po dziesięciu minutach kielczanie prowadzili już 6:2. W porównaniu do pierwszego meczu sprzed tygodnia w Orlen Arenie trener gości Xavier Sabate wystawił od początku w obronie Siergieja Kosorotowa, co miało być odpowiedzią na szybko grających i wbiegających w strefę i stamtąd szukających sytuacji rzutowych graczy z Kielc. Na niewiele się to jednak zdało, bo żółto-biało-niebiescy dość łatwo osiągali dogodne pozycje, ale byli faulowani i sędziowie podyktowali rzuty karne. Do trzech podszedł Piotr Jarosiewicz, dwa wykorzystał, a jednego obronił Torbjorn Bergerud, ale Polak skutecznie wykonał dobitkę.
Warto też odnotować świetną postawę w bramce Klemena Ferlina, którzy obronił trzy rzuty karne (jeden Kosorotowa i dwa Richardsona). W pierwszej odsłonie Słoweniec miał aż 41 procent skutecznych interwencji! Z kolei Francuz w barwach Orlenu Wisły zanotował bardzo słaby początek, bo do spudłowanych “siódemek” dołożył też faul w ataku. W 10. minucie sędziowie skorzystali z wideoweryfikacji, by sprawdzić czy Benoit Kounkoud faulował Gergo Fazekasa. I orzekli, że Francuz uderzył w twarz Węgra i ukarali go czerwoną kartką. Również taką samą karę otrzymał Przemysław Krajewski w 26. minucie, gdy z nadmierną agresją powalił Piotra Jędraszczyka. Do przerwy kielczanie prowadzili 18:14 (już po końcowej syrenie gola z karnego zdobył Jarosiewicz).
Kielczanie w pierwszych trzydziestu minutach byli zespołem lepszym. Mieli większy wachlarz rozwiązań w ataku, bo trener Lijewski wprowadził też na boisko Szymona Sićkę, który w pierwszym meczu zagrał tylko w jednej akcji. A teraz polski rozgrywający zdobył trzy bramki i dał jakość i korzyści w postaci rzutów z drugiej linii. To była rzecz, której zdecydowanie nie mieli przyjezdni. Siergiej Kosorotow, który jest znany z mocnego uderzenia ponownie nie miał swojego dnia, był skutecznie odcinany od rzutów przez kielecką defensywę, zdobył tylko jedną bramkę na cztery próby. Największe zagrożenie ze strony płockiej stwarzał Gergo Fazekas, dobrze wyglądała też gra z kołowym Abelem Serdio.
W kieleckiej drużynie prym wiodło dwóch Aleksów – Vlah oraz Dujshebaev. Bardzo dobrze dyktowali tempo akcji i notowali wiele asyst. Początek drugiej odsłony należał do Hiszpana, bo najpierw napędził atak, a potem oddał za plecami piłkę do Michała Olejniczaka, który pokonał Mirko Alilovicia. W kolejnej akcji sam pokonał Chorwata z okolic 10. metra, a piłka wpadła tuż pod poprzeczką. Niestety w 34. minucie czerwoną kartkę za faul na Kosorotowie obejrzał Theo Monar. Trochę to skomplikowało ustawienie i grę w obronie, bo dwie kary miał już Karalek. Ale w odwodzie jest też Daniel Dujshebaev, który zanotował dwie dobre akcje, od początku drugiej odsłony na parkiecie pojawił się też Dylan Nahi. Kielczanie objęli też prowadzenie siedmioma golami (najwyższe w meczu), a Arkadiusz Moryto miał szansę na podwyższenie wyniku, ale jego kontrę zatrzymał Mirko Alilović.
Prym w ofensywie wiódł Alex Dujshebaev! Hiszpan zdobywał bardzo efektowne bramki i byl zdecydowanym liderem zespołu. W 38. minucie Dawid Dawydzik tyłem głowy uderzył w brodę Michała Olejniczaka, sędziowie po analizie tej sytuacji nie dopatrzyli się faulu kołowego, co wprawiło Olejniczaka oraz kielecki zespół w dużą złość. Przekuli ją najlepiej jak mogli, czyli wyłuskali w w defensywie piłkę, a Jorge Maqueda wyprowadził Arkadiusza Morytę do kontry, który oddał jeszcze piłkę do Jędraszczyka. A ten pokonał Alilovicia bez większych przeszkód.
Warto podkreślić, że dla kilku zawodników był to ostatni mecz w barwach Industrii Kielce. I żaden z nich absolutnie się nie oszczędzał! Chodzi o Klemena Ferlina, Jorge Maquedę, Łukasza Rogulskiego i braci Dujshebaevów. Na kwadrans przed końcową syren Industria prowadziła 28:21 po bramce Karaleka, któremu podawał Alex Dujshebaev. Dobrze w mecz wprowadził się też Adam Morawski, który pojawił się w ostatnich 15 minutach i szybko obronił dwa rzuty. Tym samym goście mieli coraz mniej czasu na odrobienie strat i mniejszą ochotę do gry. Tym bardziej, że kielczanie zbierali odbite piłki i w tym aspekcie mieli szczęście po swojej stronie. A Daniel Dujshebaev zdobył efektowną bramkę w 49. minucie i było to trafienie na 30:22 – najwyższe prowadzenie w meczu! Niestety w kolejnej akcji Jorge Maqueda uderzył w obronie w twarz Gergo Fazekasa i otrzymał bezpośrednią czerwoną kartkę.
W 50. minucie mogli się pogubić ci, którzy w tym meczu liczyli statystyki. Wtedy czerwoną kartkę – piątą w meczu – otrzymał Leon Susjna. Chorwat chwilę wcześniej uderzył Alex Dujshebaeva i został ukarany bezpośrednią czerwoną kartką, choć miał już na koncie dwie dwuminutowe kary.