Konsekwentna realizacja planu 

Przed rokiem podopieczni Patryka Rombla byli blisko strefy medalowej. W ćwierćfinale stoczyli trzy bardzo zacięte pojedynki z Rebud KPR Ostrovią. PGE Wybrzeże musiało przełknąć gorycz porażki, ale do kolejnego sezonu podeszło ze zdwojoną siłą. Na start ograło swojego rywala z Ostrowa Wielkopolskiego. Oczywiście po rzutach karnych. W wygrywaniu w ten sposób zespół znad morza zdążył się wyspecjalizować. Później przyszła porażka z Industrią Kielce, a następnie seria siedmiu kolejnych wygranych. Młody zespół z Gdańska zyskał sporo pewności i umacniał się za plecami dwóch hegemonów ligi. Nie bał się mówić o swoich ambicjach, sięgających gry w europejskich pucharach. Dobrze zorganizowana obrona, szybkie skrzydła w osobach bramkostrzelnych Mikołaja Czaplińskiego i Filipa Michałowicza. Wszystko działało, jak trzeba. 

Tomas Gębala wraca w rodzinne strony

Pod koniec pierwszej części sezonu, PGE Wybrzeże przeprowadziło jeden z najgłośniejszych transferów w swojej historii. Na grę w Gdańsku namówiło Tomasza Gębalę, który latem rozstał się z Industrią Kielce. Lewy rozgrywający, specjalizujący się w grze obronnej, był po egzotycznym okresie i tymczasowej grze dla w kuwejckiego Al Kuwait, a następnie egipskiego Al-Ahly.

– To dla nas cenny nabytek, głośne nazwisko na rynku transferowym i jeden z najbardziej rozpoznawalnych oraz najlepszych polskich zawodników ostatnich lat. Dla Wybrzeża to kolejny sygnał, że się rozwijamy i podążamy w dobrym kierunku. Liczę na jego doświadczenie – zarówno reprezentacyjne, jak i to zdobyte na najwyższym poziomie klubowym, m.in. w Lidze Mistrzów. To na pewno duże wzmocnienie dla naszej drużyny– powiedział Jacek Pauba, prezes PGE Wybrzeża Gdańsk

Drużyna z Gdańska długo utrzymywała trzecią lokatę, ale w rundzie rewanżowej przegrała kilka meczów z drużynami z czołowej ósemki, czym straciła swoją przewagę. Na finiszu sezonu zasadniczego wyprzedziła ich Rebud KPR Ostrovia. 

Pucharowe srebro

Podopieczni Patryka Rombla odeszli od zasady bardzo zaciętych starć z drużyną z Ostrowa Wielkopolskiego w 1/8 finale Pucharu Polski. Na wyjeździe wygrali 39:29. W następnej rundzie zdobyli Kwidzyn i zameldowali się w Final4 w Kaliszu. W półfinale ograli Netland MKS i zagrali w meczu o trofeum z ORLEN Wisłą Płock. Podopieczni Patryka Rombla pokazali się z ambitnej strony. Przez dwie trzecie pojedynku trzymali się stosunkowo blisko faworyzowanego rywala. Przegrali 25:31, ale na ich szyjach zawisły srebrne medale.

– Myślę, że możemy być bardzo dumni, że nie oddaliśmy tego meczu i przez długi czas mieliśmy realną szansę na zwycięstwo. Nie chcemy kończyć spotkań z faworytami już przed ich rozpoczęciem. Zawsze chcemy wyjść i się postawić, bo takimi pojedynkami zyskujemy dużo doświadczenia i uczymy się gry na tak wysokim poziomie w starciach z topowymi klubami w Europie. Myślę, że sześć bramek straty nie odzwierciedla przebiegu spotkania. W końcówce wyszły nasze nietrafione sytuacje i parę błędów w obronie. Jeśli chodzi o nawiązanie walki drużynami z Kielc i Płocka, dzieli nas duża różnica budżetowa, ale robimy co tylko możemy, aby nadrobić treningami i pasją. Rywale mają światowej klasy zawodników, więc jest to trudne zadanie, ale krok po kroku pokazujemy, że idziemy w dobrą stronę i może kiedyś ich dogonimy – powiedział Mikołaj Czapliński, najskuteczniejszy gracz PGE Wybrzeża Gdańsk.

Brązowy medal stał się faktem

Drużyna Patryka Rombla musiała mocno zajść za skórę ustępującemu mistrzowi Polski, bo ORLEN Wisła sprawiła jej mocne „lanie” w półfinale ORLEN Superligi, wygrywając 32:21 i 38:18. Różnica między czołową dwójką ligi a resztą stawki dalej jest duża, ale z tej lekcji na pewno można było wyciągnąć wiele pozytywnych wniosków. Na przykład, Mikołaj Czapliński zaliczył świetny występ w reprezentacji Polski w pierwszym spotkaniu eliminacji mundialu przeciwko Austrii. PGE odpowiednio nastrojone przystąpiło do walki o medal. W Ostrowie Wielkopolskim prowadziło, ale finalnie musiało gonić w końcówce. Znów wygrało wojnę nerwów w rzutach karnych. Upragniony medal, po ćwierć wieku, przypieczętowało w ERGO Arenie, przy rekordowej ponad sześciotysięcznej widowni. Teraz marzenie o europejskich pucharach staje się rzeczywistością.